Jak wspomniałam w poprzednich wpisach nie maluję
samodzielnie paznokci. W związku z tym również moja kolekcja lakierów nie jest
zbyt imponująca. Właściwie to ogranicza się do 2 w porywach do 3
uniwersalnych kolorów używanych na paznokcie u stóp w sezonie letnim.
Od około 2 lat noszę korzystam z dobrodziejstwa manicure
hybrydowego. Jego również nie wykonuję samodzielnie -> wolę oddać się w ręce profesjonalistki.
Dlaczego więc nie zdecyduję się na kupno osprzętu do hybryd i kilku
podstawowych Semilaców i lekką ręką wydaję 'szaloną kwotę' 50 złotych średnio co 2 tygodnie? Bo
szanuję swój czas i wiem, że są to dobrze wydane pieniądze! Nie wyobrażam sobie
co 2 tygodnie tracić ok.2-3 godzin, aby niewprawioną w czynnościach manualnych
ręką osiągnąć efekt mocno odbiegający od poziomu zadowalającego.Dzięki wizycie
u kosmetyczki zyskuję czas, 40 minut relaksu, nieograniczony wybór kolorów i
wzorów, usunięcie skórek i przede wszystkim zawsze zachwycający efekt
utrzymujący się w dobrym stanie przez 2 tygodnie.
Być może na moją pozytywną
ocenę wpływa też fakt, że zawsze ostrożnie wybieram osobę, której powierzam
swoje pazurki . Przede wszystkim staram się być wierna jednej zaufanej
manicurzystce, która zna mój wymagający kształt i kierunek wzrostu paznokcia,
wie jak go wymodelować aby dobrze wyglądał. Zna też moje paznokciowe
preferencje, mój gust potrafi doradzić i
nie wciska mi na siłę tipsowego frencza obsypanego tysiącem kryształków. Na co
dzień, decyduję się na paznokcie krótko spiłowane, w migdałkowy kształt, w
uniwersalnych kolorach czerwieni, fuksji lub pastelowych odcieniach.
Poniżej efekty paznokciowej metamorfozy:
PRZED <odrost po 3 tygodniach>
PO <STRONG
WHITE, PINK PEACH MILK, LITTLE STONE>
Przy okazji tego wpisu chciałabym was ostrzec przed wizytami
u pseud-manicurztek, które oferują swoje usługi po zaniżonych cenach.
Przyjmując w domowym zaciszu, nie koniecznie przestrzegają zasad higieny,”
zapominają” o używaniu rękawiczek, wymianie pilniczka po każdej klientce i o
sterylizacji narzędzi nie wspominając. Brzydki i niestarannie wykonany
manicure jest niczym w porównaniu z przepiłowaną płytką pazkoncia , o
bakteriach, grzybach i chorobach skóry nie wspominając
(generalizuję
-> inaczej ma się sprawa jeśli wasza ulubiona kosmetyczka jest na tyle
zaufana, że decyduje się przyjąć was w domu J).
Nie wykluczam, że kiedyś wrócę do tradycyjnego malowania
paznokci, ale jak na razie się na to nie zanosi… taki ze mnie leniwy troll.